Mieszkaniowe perypetie Agaty.
Jak co roku już od początku sierpnia zaczyna się ogromny ruch na rynku wynajmu mieszkań i pokoi. Najwięcej ofert, ale i najwięcej poszukujących, jest w dużych miastach akademickich takich jak Warszawa, Wrocław, Kraków czy Poznań.
O tym, jak trudno znaleźć dobre lokum, rozmawiałam z Agata - absolwentka z Wrocławia. Przez pierwsze trzy lata studiów mieszkała u rodziny. To bardzo dobre i co najważniejsze najtańsze wyjście, o ile ma się rodzinę gotowa użyczyć pokoju w mieście, w którym się studiuje. Agata przyznaje, że było to dość wygodne, choć odrobinę smutne. Zaganiana ciotka co prawda nie gotowała obiadków, ale zawsze można było podrzucić jej swoje pranie.
Gorzej było z towarzystwem. Oczywiście można było kogoś do siebie zaprosić, ale wieczory spędzało się przeważnie samotnie. Potem, z koleżanką z pracy, Agata wynajęła mieszkanie. Ponieważ jednak była to pierwsza praca, nie stać ich było na 2 pokojowe mieszkanie w okolicach centrum.
Zamieszkały więc na obrzeżach miasta z dwiema współlokatorkami – siostrami. Mieszkało się ciężko. Od samego początku nie było mowy o przyjaznej atmosferze. Siostry zachowywały się gorzej niż niektóre starsze panie wynajmujące pokoje, o wszystko miały ciągle nieuzasadnione pretensje, rościły sobie prawo do upominania i matkowania dziewczynom. Dlatego już po paru miesiącach rozstały się z hukiem.
Wtedy Agata z wcześniejszą współlokatorką – koleżanką z pracy postanowiły wynająć 2 pokojowe mieszkanie razem ze swoimi chłopakami. Cztery osoby stać już było na całkiem spore mieszkanie w okolicach rynku. To było całkiem niezłe wyjście! Każda para miała swój pokój, byli to znajomi, więc zgadzali się niemal we wszystkim.
Właściciele mieszkania byli bardzo sympatyczni, pomagali przy zmianach internetu czy kłopotach z prądem. Jednak w miarę upływu czasu Agata zapragnęła zamieszkać tylko z chłopakiem. Postanowili wziąć kredyt i kupić własne mieszkanie. Nie od razu się udało, sprawy bankowe zdawały się ciągnąć w nieskończoność, ale dziś już mieszkają u siebie. Nie płacą komuś za wynajem mieszkania, które nigdy nie będzie ich. Spłacają własne cztery kąty.
Owszem, jeśli coś się zepsuje, sami muszą zatroszczyć się o naprawę. Nikt im jednak nie mówi, czego w mieszkaniu nie wolno. Są u siebie. Ze wszystkimi konsekwencjami. Plusów jest jednak więcej niż minusów.
Dziś nie zamienili by własnego mieszkania na wynajmowane czy pokój w akademiku. Niestety mało który student może sobie na to pozwolić. Agata mieszka u siebie po trzech latach pracy. Mówi, że doświadczenie zdobyte we wcześniejszych miejscach zamieszkania jest bezcenne, ale dopiero teraz jest naprawdę u siebie, dopiero teraz jest naprawdę zadowolona z mieszkania.
» cofnij